Obudziły mnie krople deszczu uderzające w parapet. Przypomniało mi się, że przynajmniej przez najbliższy rok będę musiała tu mieszkać. Spojrzałam na kalendarz. Za dwa tygodnie miały być moje 18 urodziny. Pomyślałam sobie o tym, że jeszcze nie dawno miałam 12 lat i wyobrażenia co mogłabym robić w wieku osiemnastu są po prostu dziwne. Myślałam, że będę najpopularniejsza w szkole, z super chłopakiem i paczką super znajomych, oprócz tego będę miała super samochód i wszystko będzie różowe i wspaniałe. Jednak nie jestem najpopularniejsza w szkole, moja paczka znajomych powiększyła się o trzy inne durne osoby których nie trawie, nie mam samochodu i mój chłopak należy do trójki osób których nie trawie. Wszystko jest szare i denne. Dodatkowo ten układ z 'moim chłopakiem' jest przerażający. Jeśli zrezygnuje z bycia z nim zespół się rozpadnie, a ja jako osoba miła i dobra nie miałam ochoty psuć czegoś na czym komuś zależy. I tyle. Sięgnęłam po swojego iPhone'a. Siedem nieodebranych połączeń od Harrego, trzy smsy od Liama i sześć połączeń od Tamary. Przetarłam oczy i wybrałam numer Harrego. Odebrał po pierwszym sygnale.
-Lecimy do Nowego Jorku!-krzyknął do słuchawki.
-Słucham?-spytałam jeszcze nie wiedząc o co mu chodzi.
-Lecimy do Nowego Jorku nagrać płytę. Steve(facet ze sceny) powiedział, że możemy kogoś zabrać ze sobą. Ja zabieram ciebie, a Niall Tamarę.-powiedział wesoło. Nie wiedziałam co powiedzieć. Najważniejsze było to, że był początek listopada i już mogłam zrobić sobie chwilową przerwę od szkoły nie czekając na ferie świąteczne.
-Kiedy?-jedyna rzecz o jaką mogłam jeszcze spytać.
-Za trzy dni.-odpowiedział.- W każdym razie wypuściliśmy wczoraj nasz pierwszy singiel. Wyśle ci linka na poczcie. Czy...moglibyśmy się spotkać później?
-Moglibyśmy.-powiedziałam.-Niech będzie o 19 w Starbucks.-rozłączyłam się. Nie interesowało mnie czy przyjdzie czy nie. Co za różnica? Przecież i tak robi to wszystko dla swojej przyjemności. Nie dla mnie, dla siebie. Robi to dla siebie żeby na chwile pokazać, że jest 'dobrym chłopakiem który jednak mnie kochał i nie chciał mnie zepsuć'. Pokazywanie się razem, a kochanie to są dwie różne rzeczy. Siadłam na krawędzi łóżka. Wzięłam gumkę i związałam swoje kasztanowe włosy w kucyk. Siedziałam jeszcze tak dobrą chwilę i ruszyłam wziąć prysznic. Spojrzałam na zegarek 11:43. Za siedemnaście minut miałam tenisa. Złapałam się za głowę. Przecież się nie wyrobię. Sobota. Durna sobota. Zawsze chciałam odespać sobie w nią poprzednie dni. Spakowałam szybko torbę sportową i wybiegłam na główną ulicę. Zatrzymałam taksówkę i kazałam ruszyć pod moją szkołę gdzie odbywały się treningi. Na korcie czekały na mnie już moje znajome z zajęć Mia Russel i Anne Blue. Uśmiechnęłam się do nich. Złapałam za rakietę i zaczęłam grać razem z Anne. Po 1,5 godzinie skończyłyśmy trening. Usiadłam na ławce wyciągając wodę z torby. Anne i Mia usiadły obok mnie.
-No to od kiedy znowu jesteś z Harrym?-spytała Anne.
-Od... Ponad tydzień.-powiedziałam. Bez uśmiechu jakby powiedziały to inne dziewczyny kochające swoją drugą połówkę. Po prostu-ponda tydzień. Zero magii.
-Eh...Harry znowu cię zostawi po jakimś czasie.-powiedziała Mia.
-Hahaha.-zaśmiałam się.-Uwierz mi, że nie będę płakała.-powiedziałam i od razu ugryzłam się w język.-Nie ważne.-powiedziałam. Zebrałam swoje rzeczy i wyszłam na przystanek. Bus przyjechał po pięciu minutach. Po krótkim czasie byłam już w domu. Emily gotowała obiad.
-Mmmm...Pięknie pachnie.-powiedziałam. Emily uśmiechnęła się do mnie sympatycznie. Odwzajemniłam uśmiech.
-Dziękuję. Mam nadzieję, że będzie Ci również dobrze smakować.-powiedziała doprawiając coś w garnku. W końcu mój uśmiech zszedł z twarzy.
-Musimy pogadać.-powiedziałam.-Musisz mi pomóc.
-Co się stało? Coś z Harrym.-uśmiechnęła się do mnie sympatycznie.
-Nie...Tak.-powiedziałam.-Nie kocham go ale z nim jestem. I to wszystko przez taki jeden głupi układ. Jeśli nie zerwiemy to będzie chciał skończyć z zespołem. Tylko ja go tam trzymam i....
-Od początku, zwolnij.-powiedziała Em przerywając mi. Wytłumaczyłam jej wszystko po kolei. Że muszę być z Harrym bo jeśli z nim nie będę skończy z zespołem. Kontrakt podpisany jest na piątkę, a jeśli odejdzie to będzie definitywny koniec i będą musieli szukać kogoś innego zamiast niego.Ale jeśli Hazza odejdzie to odejdzie też Louis i Zayn. A nie chcę niszczyć marzeń moich dwóch przyjaciół- Liama i Nialla. Siostra spojrzała na mnie. Po chwili w jej ochach zobaczyłam przerażenie.
-Spaliłam pieczeń!-krzyknęła otwierając szybko kuchenkę. Dopiero teraz zauważyłam, że cała kuchnia jest w dymie. Otworzyłam okna i dym uciekł. Sama też uciekłam tylko, że na piętro wyżej. Schowałam się pod kołdrę i jęknęłam. Kurde. Dlaczego pozwoliłam sobą tak manipulować?! Walnęłam pięścią o poduszkę. W końcu usnęłam. Obudziłam się o 18. Miałam trzydzieści minut na ubranie się i wyjście z domu. Szybko wstałam i wzięłam pierwsze lepsze spodnie i bluzę. Złapałam torebkę i kurtkę. Wybiegłam z domu i złapałam taksówkę. Po chwili byłam już niedaleko kawiarni. Zobaczyłam, że Harry również jest już prawie przy drzwiach. Zauważył mnie i uśmiechnął się. Nie odwzajemniłam uśmiechu. Po prostu przywitałam się z nim i weszłam do pomieszczenia. Sieliśmy na samym końcu.
-Co tak chłodno mnie witasz?-spytał Harry patrząc mi radośnie w oczy.
-A co miałam zrobić?-warknęłam.
-Pamiętam, że kilka miesięcy temu całowałaś mnie i przytulałaś się do mnie ale to chyba już przeszłość.-powiedział Harry.
-Żebyś wiedział. Teraz nie ma tu nikogo znajomego nie musimy udawać.-powiedziałam.Nie chciałam pokazywać jak 'bardzo go kocham' tam gdzie nie musiałam.
-Miło.-powiedziała Harry.-Chciałem z tobą porozmawiać. Nie wiem jak ci to powiedzieć ale ja... Ja cię nie przestałem kochać. Nigdy. I nigdy tego nie zrobię. Nie przestanę cię kochać. Na zawsze będziesz dla mnie tą idealną Victorią. Tą która mnie kochała i którą ja też. Tamtym razem... Ja byłem pijany. Dodali mi coś do piwa, nie wiedziałem co robię. Teraz wiem, że zrobiłem źle. Nawet nie wiem kto to był. Potem byłem z Cece. Ona... ona jest wspaniała ale nie dla mnie. Musiałem coś zrobić by już z nią nie być. By móc znowu być z tobą. Vic...Ja na serio cie kocham.-łzy naszył mi do oczu. Czego ja nie umiem go już kochać. Wstałam. Poczułam, że łzy ściekają mi po policzkach. Odwróciłam się i wyszłam. Do domu postanowiłam wrócić na piechotę. Nie miałam ochoty na to żeby ludzie w busie czy w innym środku transportu patrzyły się na mnie. Po godzinie byłam przed drzwiami swojego domu. Wbiegłam na górę. Rodzice i Emily próbowali się wypytać co się stało ale zamknęłam im drzwi przed nosem. Byłam wściekła na siebie.
_________________________________
Oto drugi rozdział. Pisało mi się go bardzo szybko. Pierwszy raz w życiu. Wyszedł długością jak wyszedł. Po prostu myślę, że taka długość wystarczy na rozdział drugi. Za jakiś czas pojawi się rozdział trzeci. Zostawcie w komentarzu informację na temat tego co wam się podoba, a co nie. Dziękuję za każdą opinię :)